Your bulimia recovery
Tap here to read more about the bulimia recovery program

My online program and private recovery community has helped hundreds of women beat bulimia.
Click here to learn more

Beat bulimia using my online recovery program and private community. Hundreds of women who were just like you have done the same!

Click here to learn more Member Login

my polish story

by Karolina
(Poland)

Nazywam się Karolina i mam 28 lat. Choruje na bulimię od 12-13 lat. Moja choroba zaczęła się wraz z okresem dojrzewania…Zawsze byłam okrągłym dzieckiem…Lubiłam jeść, zresztą od zawsze celebracja jedzenia była nieodzownym elementem w mojej rodzinie…Jednak wcześniej nie obchodziła mnie to jak wyglądam…Nie czułam się źle…Problem zaczął się w okresie dojrzewania…Chciałam się podobać, być szczupła tak jak moje koleżanki…Zaczęło się od diet…głodówek….kluczowym momentem mojej choroby była przeprowadzka do internatu.. Miałam 15 lat i zamieszkałam z dziewczyną, która miała obsesję na tym punkcie…Nie jadła praktycznie nic, prócz jabłek i otrąb…I chyba to mnie zaraziło…sama zaczęłam się odchudzać…każde zakochanie stało się dla mnie pretekstem do wszczęcia nowej diety…a kiedy nie wytrzymałam z głodem, zaczynałam jeść, pożerać ogromne ilości jedzenia…a potem dopadało mnie poczucie winy, uczucie porażki…myślałam o tym jak najszybciej się pozbyć tego z siebie, nie chciałam przytyć….Początkowo wymiotowanie nie było łatwe… musiałam się ukrywać…tak aby nikt nie słyszał…z czasem robiłam to już instrumentalnie…mogłam ,,rzygać” na zawołanie, w każdym momencie kiedy tylko chciałam….nawet cieszyłam się na myśl o tym bo w końcu zniknął problem ukrywania się w łazience….Schudłam i cieszyłam się świetnym wyglądam… Adorowano mnie, byłam tym kim chciałam być, a to napędzało mnie i utwierdzało w mojej decyzji….Gdy nie było gdzie wymiotować robiłam to wszędzie gdzie mogłam, do słoika, który potem miałam ze sobą do momentu w którym będę mogła go wyrzucić…Wymiotowałam za domem, do worków, do wanny, w centrum handlowym, w szkole, w pracy, nie stanowiło to problemu, w kilka chwil mogłam wyczyścić całą lodówkę, zjeść kilogram wafli…Potrafiłam zjeść dziennie kilo cukru, kostkę masła i kilka chlebów, tone słodyczy…Stałam się specjalistką w tym co jeść, aby bez trudu to zwrócić…Były momenty kiedy wymiotowałam wszystkim co zjadłam…Błędny krąg….Wilczy głód, trzęsące się recę, panika…poczucie że muszę jeść i jeść i jeść.. potem wstyd, uczucie porażki, ból, izolacja…trzeba ,,rzygać”
Obsesja na punkcie mojej wagi doprowadziła do tego, że poczucie własnej wartości uzależnione było od kilogramów…Gdy byłam szczupła czułam się dobrze…każdy kolejny kilogram to krok w tył…brak samoakceptacji, znienawidzenie siebie, izolacja… Pourywałam praktycznie wszelkie kontakty…Wolałam spędzać czas sama…byłam w końcu dziwakiem…nie chciałam aby ktoś poznał mój sekret…Co będzie jak się dowiedzą…ucieczka, zamknięcie się na wszelkie możliwe strony….Nikt nie zaakceptuje mnie takiej…Tak naprawdę rodzice i brat podejrzewali co się dzieje…jednak nie mieli na tyle odwagi aby spytać się mnie wprost…a może to ja nie dopuściłam ich do siebie…Iluzja normalności pozwalała mi przetrwać każdy dzień... Byłam w oczach wielu świetną uczennicą, zdolną i pracowitą osobą…Podziw i akceptacja…tego pragnęłam i to miałam – pozornie….Udawanie i oszukiwanie stało się moim chlebem powszednim…Okłamywałam wszystkich…wszystkich przede wszystkim okłamywałam siebie…Nie potrafiłam dopuścić nikogo do prawdziwej Karoliny, chorej Karoliny…w końcu nie mogłam pozwolić aby odkryli mój wstydliwy sekret…Nie dopuszczałam myśli, że może znaleźć się choć jedna osoba na świecie, która mnie zrozumie…a nie oceni…Może tu tkwił błąd…
Jedzenie i wymiotowanie stało się pozornym lekiem na całe zło…odreagowywałam tym stres, ból, strach….Po wymiotach przychodziła chwila ulgi, lecz szybko potem pojawiały się poczucie winy, wstyd, poczucie braku kontroli…Zawsze miał to być ostatni raz…od jutra miałam się zdrowo odżywiać i zacząć nowy start…
Moje relacje z innymi? Porażka…. Brak poczucia własnej wartości sprawiło, że nigdy nikogo nie dopuściłam do siebie, nie potrafiłam uwierzyć, ze ktoś jest w stanie mnie w całości zaakceptować (mnie i mojej tajemnicy)…z drugiej strony pragnęłam zrozumienia i akceptacji…stąd ogromna samotność.. Relacje z facetami? Zazdrość i zaborczość, nadwrażliwość na krytykę z ich strony… w końcu jak się dowiedzą wszystko trafi szlag…wiele razy wyobrażałam sobie, że nadszedł dzień kiedy poznają prawdę i odchodzą…a potem powiedzą wszystkim o tym co zatruwa mi życie od wielu lat…i ciągle widziałam śmiech i kpinę ze strony innych…panicznie bałam się tego, że nie zrozumieją…a nawet jak zrozumieją nie będą mieli na tyle sił, aby trwać w tym…bo kto by chciał poświęcać swoje życie, dla zaburzonej bulimiczki… zresztą zatrułabym im życie…Lepiej było odpowiednio szybko skończyć każdą relację nim prawda wyjdzie na jaw…
W czasie mojej choroby pragnęłam mieć przyjaciółki, koleżanki, ale było to niemożliwe… bo nigdy nie mogłabym podzielić się z nimi całą prawdą o sobie… zresztą zawsze czułam się przy nich inna …nie rozumiałam wielu z nich i one nie mogły mnie zrozumieć… Chłód z mojej strony sprawił, że jestem osobą samotną…nie mam przyjaciół…nie umiem się otworzyć…

Czas zmienić swoje życie……

Join in and write your own page! It's easy to do. How? Simply click here to return to Bulimia Stories.

 

 

Article by Shaye Boddington
Author of your-bulimia-recovery.com
and creator of The Bulimia Recovery Program and Community


The Bulimia Recovery Program